Przypomniałam sobie, że jeszcze kilka drobiazgów ze Świąt drzemie w moim telefonie. Zatem krótka składanka z Wielkanocy w Trzebnicy.
W sobotę wpadłam "na chwilę" do Cioci Jadzi. Wzięłam ze sobą zakrętkowe kurczaki, które obiecałam Marcie. Piłyśmy winko, gadałyśmy, Antek biegał dokoła, kurczaki "stały" na stole... i tak jakoś wyszło, że wynalazłyśmy żółte nakrętki, Ciocia wygrzebała czerwony filc i piórka, Wujek dostarczył drogocenne czerwone druciki (trochę dostałam na wynos:) ), odpaliłyśmy klej na ciepło i powstało całkiem nowe stadko! :)) (fot. Piotrek)
A potem już niedziela i świąteczne śniadanie. Do mnie, jak zwykle należało przygotowanie stołu. Dostał żywe wiosenne barwy - głęboki różowy, żywą zieleń i błękity.
Święconka
A w święconce, tradycyjnie, mój ukochany Baranek. Odrapany, starszy ode mnie, tandetnie plastikowy, ale... po prostu nie wyobrażam sobie święconki bez niego. Może się to wydać zabawne, ale umieszczanie go w koszyczku zawsze wywołuje moje wzruszenie. Tak już mam :)
Kraszanki własnej roboty (pęcherze na palcach i prawie trzy godziny pracy, ale nie żałuję:) )
I jeszcze wielka niespodzianka - zając, którego chłopcy zrobili razem z Magdą. Niby zwykły sernik na zimno - smaczny był, ale jakie wrażenie robił jeszcze przed pokrojeniem! ;))
Na koniec zające dwa, czyli ciąg dalszy zakrętka-story. Dla Chłopców zrobiłam z zakrętek nie kurczaki, tylko zielone zające. Szczególnie przypadły do gustu Maćkowi :) No ale z Jego wyobraźnią, taki zając staje się niemalże Białym Królikiem z Krainy Czarów :) PS. Chłopcy się wiercili, więc wspólne zdjęcie kiepskie ;)
:)
niedziela, 15 kwietnia 2012
Chata w gościach,Goście w Chacie...
...czyli echo Wielkiej Nocy u Michała i Agi.
Poza lekkim bólem głowy ;) i kolejną przegraną :( w Osadników na koncie wyniosłam z wczorajszej wizyty o wiele fajniejsze rzeczy - zachwyty nad nowymi dziełami Gospodarzy i... zdjęcia! razem ze zgodą na podzielenie się nimi ze skromnym, ale niezwykłym gronem odwiedzaczy Chaty :)) W zamian zostawiłam dwa zakręcone kurczaki, które zadomowiły się w tulipanach i chyba im się spodobało :)
Zatem dzisiaj bohaterami postu są Aga i Michał i Ich cuda :)
Wielkanocny stół - wiosennie, prawda? :)
Kwiatki na stole
i stroik nad stołem - wielki wieniec z bukszpanu i pastelowe wydmuszki - prostota i wdzięk tego pomysłu mnie zachwyciły :)
a to przeuroczy decoupage-owy świecznik - esencja wiosny w kolorach i wzorze oraz (jak zwykle u Agi) perfekcyjne wykończenie. @Aga - bardzo dobrze, że nie został brązowy :)
Nie ukrywam, że te dzieła zrobiły na mnie największe wrażenie - jaja są przepiękne! Trzy batikowe, zdobione woskiem - pomarańczowe to moje ulubione. No i majstersztyk - decoupage z papieru ryżowego, crackowany i pozłacany - prześliczne! Uwierzycie, że Aga jest samoukiem i robi to zaledwie parę miesięcy??? @Aga&Michał - właśnie sobie uświadomiłam, że trzeba zrobić osobne zdjęcia jajom - zasługują na indywidualną sesję - każde z nich (tak, tak, zielone też:D )
Wielkanoc to jednak ładne Święta, prawda? :)
I na koniec wisienka - Aga oprócz decoupage wkręciła się teraz w scrapbooking i - jak to Ona - już w debiucie wypadła mistrzowsko! :)
@Aga i Michał - WIELKIE DZIĘKI! :)
PS. To jeszcze nie wszystko, wiem, ale TO zasługuje na osobny post - już wkrótce :)
Poza lekkim bólem głowy ;) i kolejną przegraną :( w Osadników na koncie wyniosłam z wczorajszej wizyty o wiele fajniejsze rzeczy - zachwyty nad nowymi dziełami Gospodarzy i... zdjęcia! razem ze zgodą na podzielenie się nimi ze skromnym, ale niezwykłym gronem odwiedzaczy Chaty :)) W zamian zostawiłam dwa zakręcone kurczaki, które zadomowiły się w tulipanach i chyba im się spodobało :)
Zatem dzisiaj bohaterami postu są Aga i Michał i Ich cuda :)
Wielkanocny stół - wiosennie, prawda? :)
Kwiatki na stole
i stroik nad stołem - wielki wieniec z bukszpanu i pastelowe wydmuszki - prostota i wdzięk tego pomysłu mnie zachwyciły :)
a to przeuroczy decoupage-owy świecznik - esencja wiosny w kolorach i wzorze oraz (jak zwykle u Agi) perfekcyjne wykończenie. @Aga - bardzo dobrze, że nie został brązowy :)
Nie ukrywam, że te dzieła zrobiły na mnie największe wrażenie - jaja są przepiękne! Trzy batikowe, zdobione woskiem - pomarańczowe to moje ulubione. No i majstersztyk - decoupage z papieru ryżowego, crackowany i pozłacany - prześliczne! Uwierzycie, że Aga jest samoukiem i robi to zaledwie parę miesięcy??? @Aga&Michał - właśnie sobie uświadomiłam, że trzeba zrobić osobne zdjęcia jajom - zasługują na indywidualną sesję - każde z nich (tak, tak, zielone też:D )
Wielkanoc to jednak ładne Święta, prawda? :)
I na koniec wisienka - Aga oprócz decoupage wkręciła się teraz w scrapbooking i - jak to Ona - już w debiucie wypadła mistrzowsko! :)
@Aga i Michał - WIELKIE DZIĘKI! :)
PS. To jeszcze nie wszystko, wiem, ale TO zasługuje na osobny post - już wkrótce :)
niedziela, 8 kwietnia 2012
Wielkanoc z odzysku ;)
Minimum gadania, bo dużo zdjęć dzisiaj, a to jeszcze nie wszystko ;)
Mam nadzieję, że nie umrzecie z nudów przy tym wszystkim. Kiepski ze mnie fotograf, więc zrobiłam dziesiątki ujęć i nie mogłam wybrać, które najlepsze, więc cię bezczelnie powtarzam po prostu ;)
Tak czy siak... z okazji Wielkanocy, Chata dostała kilka gadżetów. Wszystkie powstały z tego, co miałam w domu, żadnego kupowania (no dobrze... poza nasionkami rzeżuchy) :D
Najbardziej pracochłonny - koszyczek gazetowy. Koślawy... ale załóżmy, że taki miał być po prostu... ;D
po drugie - ziarenkowe jaja
z czarnuszką
z kokosem
z pieprzem, kaszą gryczaną i sezamem
rzeżuchowe muffinki ;)
trochę koloru z bibułki na wydmuszkach
mini-ogródek, czyli skorupki i wytłaczanka w niecodziennej odsłonie
i na koniec dyndające jajo-gniazdo
UUUUUFFFFFF..... daliście radę dobrnąć do końca?? ;)
Nie było łatwo, hm? Ale mam nadzieję, że było choć trochęj jak u mnie z tymi wszystkimi tworami - może nie łatwo, ale za to jak przyjemnie :)))
WESOŁYCH ŚWIĄT :)
Mam nadzieję, że nie umrzecie z nudów przy tym wszystkim. Kiepski ze mnie fotograf, więc zrobiłam dziesiątki ujęć i nie mogłam wybrać, które najlepsze, więc cię bezczelnie powtarzam po prostu ;)
Tak czy siak... z okazji Wielkanocy, Chata dostała kilka gadżetów. Wszystkie powstały z tego, co miałam w domu, żadnego kupowania (no dobrze... poza nasionkami rzeżuchy) :D
Najbardziej pracochłonny - koszyczek gazetowy. Koślawy... ale załóżmy, że taki miał być po prostu... ;D
po drugie - ziarenkowe jaja
z czarnuszką
z kokosem
z pieprzem, kaszą gryczaną i sezamem
rzeżuchowe muffinki ;)
trochę koloru z bibułki na wydmuszkach
mini-ogródek, czyli skorupki i wytłaczanka w niecodziennej odsłonie
i na koniec dyndające jajo-gniazdo
UUUUUFFFFFF..... daliście radę dobrnąć do końca?? ;)
Nie było łatwo, hm? Ale mam nadzieję, że było choć trochęj jak u mnie z tymi wszystkimi tworami - może nie łatwo, ale za to jak przyjemnie :)))
WESOŁYCH ŚWIĄT :)
czwartek, 5 kwietnia 2012
prawie Wielkanoc
Jak powszechnie wiadomo - prawie robi wielką różnicę. W moim przypadku polega to na tym, że wszystkie dekoracje świąteczne już gotowe, tylko... pozostawiłam za sobą takie pobojowisko, że nie za bardzo jest gdzie to wszystko ustawiać i montować ;]
Więc mogę powiedzieć, że chata jest PRAWIE gotowa na Wielkanoc. Za chwilę zabieram się za porządki i jutro będę mogła (OBY...) wrzucić zdjęcia moich tegorocznych wielkanocnych pomysłów w dziennym świetle i uporządkowanej (w miarę...) przestrzeni. No i rzeżucha jutro będzie idealna :)
Tymczasem zeszłoroczny stół gotowy do wielkanocnego śniadania u Magdy i Marcina. Przygotowany do spółki z Luśką :)* Może Was zainspiruje... a mnie może jeszcze nasunie pomysły na ten rok.
Oto on:
Były serwetkowe zające na serwetkowej trawce, i zające w krzaczkach z hebe, dużo świeżych kwiatów i szklane jajeczka w gniazdkach z wikliny. Wszystko żółto-zielone, czyli pięknie, wiosennie i pachnąco.
Więc mogę powiedzieć, że chata jest PRAWIE gotowa na Wielkanoc. Za chwilę zabieram się za porządki i jutro będę mogła (OBY...) wrzucić zdjęcia moich tegorocznych wielkanocnych pomysłów w dziennym świetle i uporządkowanej (w miarę...) przestrzeni. No i rzeżucha jutro będzie idealna :)
Tymczasem zeszłoroczny stół gotowy do wielkanocnego śniadania u Magdy i Marcina. Przygotowany do spółki z Luśką :)* Może Was zainspiruje... a mnie może jeszcze nasunie pomysły na ten rok.
Oto on:
Były serwetkowe zające na serwetkowej trawce, i zające w krzaczkach z hebe, dużo świeżych kwiatów i szklane jajeczka w gniazdkach z wikliny. Wszystko żółto-zielone, czyli pięknie, wiosennie i pachnąco.
niedziela, 1 kwietnia 2012
zakręcony wielkanocny upcycling ;)
W końcu zabrałam się za wielkanocne dekoracje. Postawiłam na Wielkanoc z Odzysku :)
Na pierwszy ogień poszły... nakrętki.
Świetnie się bawiłam przy tych kurczakach. Powstały z zakrętek i kawałeczków pianki (wykorzystałam takie ze starego wiosennego zestawu do robienia kartek, więc skrzydełka są z motylków, serduszek i kwiatków... ;]), zamocowane na patyczkach do szaszłyków. Wszystko łączone klejem na gorąco.
Każdy kurczak ma charakter, aż się chce imiona dla nich wymyślić :D
Kiedy już wysypałam ze słoja wszystkie zakrętki, zrobiło się tak przyjemnie kolorowo i wiosennie, że zainspirowały mnie do wykorzystania większej ilości. I tak powstała wiosenna girlanda :)
Kolejne "odzyskowe" projekty wielkanocne jeszcze w realizacji... mam nadzieję, że zdążę ze wszystkimi jeszcze przed Wielkanocą... ;) No i trzymajcie kciuki za rzeżuchę, żeby jak najszybciej kiełkowała :)
Na pierwszy ogień poszły... nakrętki.
Świetnie się bawiłam przy tych kurczakach. Powstały z zakrętek i kawałeczków pianki (wykorzystałam takie ze starego wiosennego zestawu do robienia kartek, więc skrzydełka są z motylków, serduszek i kwiatków... ;]), zamocowane na patyczkach do szaszłyków. Wszystko łączone klejem na gorąco.
Każdy kurczak ma charakter, aż się chce imiona dla nich wymyślić :D
Kiedy już wysypałam ze słoja wszystkie zakrętki, zrobiło się tak przyjemnie kolorowo i wiosennie, że zainspirowały mnie do wykorzystania większej ilości. I tak powstała wiosenna girlanda :)
Kolejne "odzyskowe" projekty wielkanocne jeszcze w realizacji... mam nadzieję, że zdążę ze wszystkimi jeszcze przed Wielkanocą... ;) No i trzymajcie kciuki za rzeżuchę, żeby jak najszybciej kiełkowała :)
czwartek, 29 marca 2012
zgaszę światło dla Ziemi
Już w sobotę, spora część globu pogrąży się w ciemnościach. Po raz kolejny będziemy gasić na godzinę światło, by pomóc naszej Ziemi. To moje trzecie gaszenie i chcę Was do niego zaprosić. Inicjatywa WWF "Godzina dla Ziemi" ma przed wszystkim wymiar symboliczny, pokazuje, na czym polega proekologiczna świadomość, myślenie o Ziemi. Często mówimy sobie "co ja mogę?" "przecież to i tak nic nie zmieni" i myjemy zęby przy odkręconej wodzie, prosimy ekspedientkę o jednorazową torebkę, wyrzucamy do śmieci opakowania, które mogłyby być użyte ponownie, zostawiamy na całą noc włączony komputer itd... Wydaje nam się, że w tym ogromie ludzi nic nie znaczymy, że nasze działania nic nie zmienią, że przecież producenci nie przestaną sprzedawać, tylko dlatego, że akurat my będziemy kupować mniej rzeczy jednorazowego użytku, myślimy o sobie, jak o kropli w morzu. A Godzina dla Ziemi jest dowodem na to, że nie jesteśmy tylko kroplą, jesteśmy AŻ kroplą, jedną z setek tysięcy, które MAJĄ ZNACZENIE. Nasz drobny gest nie jest jedynym, podobnie robią miliony ludzi i dlatego warto!!!
Dlatego proszę - spróbujcie, to nic nie kosztuje (ba! przez godzinę oszczędzamy na prądzie;) ). W sobotę o 20.30 zgaście światło na 60 minut i poczujcie, jak ważny jest Wasz gest!
Tutaj link do polskiej strony WWF, gdzie więcej o tej akcji i nie tylko.Zobaczcie, jak szybko bile licznik przyłączających się :)
A przy okazji... skoro już o ekologicznej świadomości, polecam napotkany ostatnio artykuł o reklamach społecznych w temacie ekologii
I facebookowy fanpage zataczającej coraz szersze kręgi dolnośląskiej kampanii na rzecz ograniczania odpadów, segregacji i recyclingu.
Tyle na dziś. Do zobaczenia w ciemności ;)))
Dlatego proszę - spróbujcie, to nic nie kosztuje (ba! przez godzinę oszczędzamy na prądzie;) ). W sobotę o 20.30 zgaście światło na 60 minut i poczujcie, jak ważny jest Wasz gest!
Tutaj link do polskiej strony WWF, gdzie więcej o tej akcji i nie tylko.Zobaczcie, jak szybko bile licznik przyłączających się :)
A przy okazji... skoro już o ekologicznej świadomości, polecam napotkany ostatnio artykuł o reklamach społecznych w temacie ekologii
I facebookowy fanpage zataczającej coraz szersze kręgi dolnośląskiej kampanii na rzecz ograniczania odpadów, segregacji i recyclingu.
Tyle na dziś. Do zobaczenia w ciemności ;)))
niedziela, 18 marca 2012
chainmaille i wirewrapping oraz wielka niespodzianka, czyli nie taka zwyczajna niedziela
Wiosna zrobiła wielkie wejście, właściwie to można by ją posądzić, że udaje lato z tym słońcem, błękitnym niebem i ciepełkiem ;)
W sam raz na spacer... spacer łączący przyjemne z pożytecznym, bo skończył się w Zielonej Wróżce na kolejnych warsztatach biżu. Na te czekałam ze szczególną niecierpliwością, gdyż zdradzały technikę wykonania bransoletki, która miała szansę wyglądać dokładnie tak, jak ta, którą zgubiłam daaaawno temu i od tamtej pory szukałam takiej samej - bezskutecznie. A wielkim sentymentem tę bransoletkę darzyłam i choć źródło owego sentymentu wiedzie już zupełnie inne życie... marzenie o zdobyciu takiej bransoletki pozostało. Kto wie... może to taki symbol - niegdyś darowana, potem zgubiona... dziś wykonana zupełnie samodzielnie... Tzn dziś wykonana próba, właściwa bransoletka dopiero powstanie, dzisiaj zrobiłam pierwszy krok... ***[Monia... czy Ty to czytasz???]
No dobrze... dość sentymentów ;) Dzisiejsze warsztaty poprowadziła Agata, którą miałam już przyjemność poznać podczas dwóch spotkań z wirewrappingiem - zaraziła mnie drutami, szczególnie, że obiecała chainmaille i obietnicę spełniła:)
Trochę koślawa, dziś powstała w moich rękach bransoletka z pięknego bizantyjskiego splotu. Wzór nie jest łatwy, szczególnie na początku (pierwsze segmenty opłaciłam potem i łzami niemalże), ale też nie aż tak bardzo trudny, jaki może się wydawać z wyglądu...
A tutaj już pamiątka z poprzednich warsztatów z Agatą - bransoletka wykonana z miedzianego drutu metodą wirewrappingu. Paluchy bolały, ale efekty, nawet takie koślawe, jak moje, robią wrażenie, prawda? ;)
A co jeszcze można zrobić z drutu (i nie tylko) - zobaczcie na blogu Agaty :)
Zatem... chainmaille już było, wirewrapping także... co to jeszcze ja miałam?.... ;) No jasne - niespodzianka!!!
Niespodziankę sprawiła mi Ciocia Jadzia kochana, która wyszperała tanią i małą maszynę do szycia i (po króciutkim wahaniu i szybkiej konsultacji) nabyła ją drogą kupna specjalnie dla mnie! To fantastyczny prezent, bo nie tylko jest przedmiotem, który ułatwi mi realizację moich szalonych pomysłów, ale jest też symbolem wsparcia i zrozumienia, jakim obdarza moją pasję Ciocia. DZIĘKUJĘ :)))
W sam raz na spacer... spacer łączący przyjemne z pożytecznym, bo skończył się w Zielonej Wróżce na kolejnych warsztatach biżu. Na te czekałam ze szczególną niecierpliwością, gdyż zdradzały technikę wykonania bransoletki, która miała szansę wyglądać dokładnie tak, jak ta, którą zgubiłam daaaawno temu i od tamtej pory szukałam takiej samej - bezskutecznie. A wielkim sentymentem tę bransoletkę darzyłam i choć źródło owego sentymentu wiedzie już zupełnie inne życie... marzenie o zdobyciu takiej bransoletki pozostało. Kto wie... może to taki symbol - niegdyś darowana, potem zgubiona... dziś wykonana zupełnie samodzielnie... Tzn dziś wykonana próba, właściwa bransoletka dopiero powstanie, dzisiaj zrobiłam pierwszy krok... ***[Monia... czy Ty to czytasz???]
No dobrze... dość sentymentów ;) Dzisiejsze warsztaty poprowadziła Agata, którą miałam już przyjemność poznać podczas dwóch spotkań z wirewrappingiem - zaraziła mnie drutami, szczególnie, że obiecała chainmaille i obietnicę spełniła:)
Trochę koślawa, dziś powstała w moich rękach bransoletka z pięknego bizantyjskiego splotu. Wzór nie jest łatwy, szczególnie na początku (pierwsze segmenty opłaciłam potem i łzami niemalże), ale też nie aż tak bardzo trudny, jaki może się wydawać z wyglądu...
A tutaj już pamiątka z poprzednich warsztatów z Agatą - bransoletka wykonana z miedzianego drutu metodą wirewrappingu. Paluchy bolały, ale efekty, nawet takie koślawe, jak moje, robią wrażenie, prawda? ;)
A co jeszcze można zrobić z drutu (i nie tylko) - zobaczcie na blogu Agaty :)
Zatem... chainmaille już było, wirewrapping także... co to jeszcze ja miałam?.... ;) No jasne - niespodzianka!!!
Niespodziankę sprawiła mi Ciocia Jadzia kochana, która wyszperała tanią i małą maszynę do szycia i (po króciutkim wahaniu i szybkiej konsultacji) nabyła ją drogą kupna specjalnie dla mnie! To fantastyczny prezent, bo nie tylko jest przedmiotem, który ułatwi mi realizację moich szalonych pomysłów, ale jest też symbolem wsparcia i zrozumienia, jakim obdarza moją pasję Ciocia. DZIĘKUJĘ :)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)














