Ledwo żyję wprawdzie po dzisiejszym popołudniu na działce i wczorajszym dniu warsztatowym, ale... jak dziś nie napiszę, to nie wiem, kiedy znów się zabiorę, więc... piszę :)
Wczorajszy dzień spędziłam w niezwykłym miejscu. W miejscu tworzenia, inspiracji, energii, przedsiębiorczości. W Centrum Rozwoju Zawodowego Krzywy Komin [Zajrzyjcie tam koniecznie]. Najpierw były warsztaty języka migowego - pełne zaskoczeń i wzruszeń. Potem zaś, okupione potem, posiniałymi paznokciami i kilkudziesięcioma przekleństwami, wyplatanie koszy z... tektury. Kiedyś już próbowałam takich z papieru, ale okazało się, że tektura, choć o wiele trudniejsza w pracy, jest zdecydowanie fajniejszym materiałem - daje świetne efekty. No dobrze... świetne to są efekty, jak się to już potrafi robić, ma się wprawę, dużo siły, mnóstwo cierpliwości, sporo dokładności, wytrzymałość na ból oraz konsekwencję, a nawet upór ;)
W moim przypadku zadziałał głównie ów upór ;) I powstał pierwszy koszyk.
Pamiętacie Torebki Frills? Są robione tą samą techniką :)
Wybaczcie, ale pomimo chęci, brakuje mi weny na jakieś słowa ładne i składne :)
Jak pojawią się zdjęcia z warsztatów w Krzywym Kominie, to podlinkuję. Zobaczycie jeszcze inne kosze (ładniejsze;P ).
A teraz - dobrej nocy i miłego tygodnia :))
Obiecana aktualizacja - linkuję do profilu Komina na FB (polubić też warto) :)
Świetny ten koszt :) Czuję jednak, że trzeba się nieźle namęczyć, żeby tą tekturę powyginać :)
OdpowiedzUsuńWyginać to jeszcze, ale ściskać i wciskać... to już lekka tortura... ;)
UsuńKosz wyszedł bardzo fajny, a jak człowieka czasem coś boli to przynajmniej wie, ze jeszcze żyje ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam - Magda :)
Aaaa, no to ja żyję bardzo mocno, bo boli mnie wszystko ;D
Usuń