Witajcie w niedzielę :)
Dzisiaj w końcu to, co miałam napisać i pokazać już w środę, ale przeszkodziły mi nieoczekiwane okoliczności.
Na początku tygodnia miałam dwa dni wolnego i postanowiłam wykorzystać je na odwiedziny w rodzinnym domu. Przy okazji zanurkowałam w piwnicy, gdzie przed remontem Mama ulokowała zawartość półek i szafek w moim dawnym pokoju. Ileż ja tam skarbów odkryłam! Potem spędziłam kilka godzin na przeglądaniu tychże skarbów i wspominaniu dawnych, szkolnych czasów - przyjaźni, doświadczeń, przygód, dylematów. Doszłam do wniosku, że w sumie byłam całkiem fajną nastolatką ;) Na pewno pomysłową :) Zresztą - nie tylko nastolatką, bo odkryłam teczkę, ze swoimi pracami z pierwszych lat podstawówki i oglądałam je ze wzruszeniem i pewną dumą :) A potem trafiłam na wielką kopalnię z lat nastoletnich. Cóż... już wtedy miałam tę manię przydasi - całe mnóstwo ich chomikowałam i teraz to prawdziwa skarbnica craftowa - muszę tylko znaleźć jakieś miejsce na jej przechowanie, jak już tę nową chatę będę miała ;)
Warunki do robienia zdjęć nie były sprzyjające, więc pstryknęłam tylko kilka fotek w najjaśniejszym momencie dnia. Trafiło na pudło, w którym stare pocztówki, kartki i koperty mieszkały. Oto większa część zawartości:
ta karteczka na wierzchu jest jedną z najstarszych - wisiała jeszcze w pokoju mojej Siostry, a potem trafiła do mnie :) Było jeszcze kilka w tej serii, niestety nie wiem, gdzie się podziały...
Jedne z moich ulubionych kopert - stare, w ciekawym odcieniu zieleni, lekko już pożółkłym. Niestety zdjęcie nie oddaje uroku tego papieru...
A takie koperty też uwielbiam
A kiedyś sama robiłam papeterie - na przykład takie:
Do tej też był papier ze słonecznikiem, ale znalazłam go z jakimś niedokończonym listem, więc nie pokażę ;]p
A przy okazji przeglądania kopert... niespodzianka!
Wyobrażacie sobie moją minę, jak się okazało, że kilka albo nawet kilkanaście lat temu zrobiłam sobie taki prezent? :D Przez chwilę się zastanawiałam, na co wówczas mi tej stówki zabrakło... ;) Ale teraz się przyda! :))
Była jeszcze niewysłana kartka wielkanocna. No powiem Wam... dumna jestem z tego pomysłu młodszej mnie :))
I jeszcze próbki fajnej techniki, którą kiedyś wykorzystywałam na kartkach. Cieszę się, że je znalazłam i przypomniałam :)
A na koniec - mój pierwszy kartonaż ;)
Kiedyś pokażę Wam jeszcze okładki na płyty, które wtedy też robiłam. Okazuje się, że uprawiałam scrapbooking, gdy mało kto o nim słyszał, a ja sama nie wiedziałam, że to ma nazwę jakąś profesjonalną ;)
Bardzo miły był ten czas wspominek i odkryć :) I powiem Wam szczerze, że dużo bardziej mnie cieszyły odkrycia w rodzaju kompletu zielonych kopert i kartki z kurczakami, niż ta stówka :)))
A Wy? Trzymacie gdzieś takie pamiątki i przydasie sprzed lat?
A Wasza pasja? Pojawiła się niedawno, czy już od dziecka można było się spodziewać, że będziecie robić to, czym zajmujecie się teraz?
Udanego popołudnia Wam życzę i zmykam na spacer :)
Trzymajcie się ciepło i ZDROWO przede wszystkim!
niedziela, 20 stycznia 2013
środa, 16 stycznia 2013
breaking news czyli post nieplanowany
Witajcie, Dobre Dusze!
Dzisiaj rano, kiedy zabierałam się to napisania posta, miało być o czymś zupełnie innym, miało być dużo zdjęć i trochę wspomnień. Ale w międzyczasie spadła na mnie, jak grom z jasnego nieba, wiadomość... I dlatego zdjęcie będzie jedno. Jeden z moich dawnych projektów.
To moja makatka wejściowa - wisi sobie przy drzwiach w przedpokoju. Taka zabawa słowem, fontem i formą :) A bazą jest podkładka na stół z patyczków, którą trochę przemalowałam, o ile dobrze pamiętam, była biało-zielona i niezbyt urodziwa ;)
A wybrałam właśnie domek, dlatego, że wiadomość dzisiejsza dotyczy... Chaty... Niestety... Muszę się wyprowadzić :( Mam miesiąc na znalezienie nowej chaty i ogarnięcie tego wszystkiego, co tutaj stworzyłam przez ostatnie trzy lata z hakiem. Chata jest dla mnie miejscem niezwykłym. Choć wynajmowanym, to bardzo, ale to bardzo moim. Jest też w dużym stopniu źródłem powstania tego bloga, pisałam o tym na samym początku. Wiele moich projektów powstało z inspiracji tym miejscem, dzięki wolności i swobodzie, którą tu miałam, dzięki atmosferze. Kilku projektów już nie dokończę. Kilku nie dam rady stąd zabrać... Smutno i ckliwie mi z tą myślą.
Ale też liczę na to, że znajdę nowe miejsce, gdzie będzie mi równie dobrze, albo lepiej. Może na mniejszym metrażu, może w gorszej lokalizacji, ale, mam nadzieję,z nową energią, nową duszą. Trzymajcie kciuki za znalezienie nowej Chaty. Teraz muszę się ogarnąć. Mam jeszcze trochę czasu na pożegnanie się z tymi kątami, na uporządkowanie siebie - swoich myśli i swoich rzeczy przed przeniesieniem w nowe kąty... Taki tam dodatek do wcześniej panującego życiowego bałaganu... ;)
Pozdrawiam Was serdecznie
Spokojnego wieczoru
Dzisiaj rano, kiedy zabierałam się to napisania posta, miało być o czymś zupełnie innym, miało być dużo zdjęć i trochę wspomnień. Ale w międzyczasie spadła na mnie, jak grom z jasnego nieba, wiadomość... I dlatego zdjęcie będzie jedno. Jeden z moich dawnych projektów.
To moja makatka wejściowa - wisi sobie przy drzwiach w przedpokoju. Taka zabawa słowem, fontem i formą :) A bazą jest podkładka na stół z patyczków, którą trochę przemalowałam, o ile dobrze pamiętam, była biało-zielona i niezbyt urodziwa ;)
A wybrałam właśnie domek, dlatego, że wiadomość dzisiejsza dotyczy... Chaty... Niestety... Muszę się wyprowadzić :( Mam miesiąc na znalezienie nowej chaty i ogarnięcie tego wszystkiego, co tutaj stworzyłam przez ostatnie trzy lata z hakiem. Chata jest dla mnie miejscem niezwykłym. Choć wynajmowanym, to bardzo, ale to bardzo moim. Jest też w dużym stopniu źródłem powstania tego bloga, pisałam o tym na samym początku. Wiele moich projektów powstało z inspiracji tym miejscem, dzięki wolności i swobodzie, którą tu miałam, dzięki atmosferze. Kilku projektów już nie dokończę. Kilku nie dam rady stąd zabrać... Smutno i ckliwie mi z tą myślą.
Ale też liczę na to, że znajdę nowe miejsce, gdzie będzie mi równie dobrze, albo lepiej. Może na mniejszym metrażu, może w gorszej lokalizacji, ale, mam nadzieję,z nową energią, nową duszą. Trzymajcie kciuki za znalezienie nowej Chaty. Teraz muszę się ogarnąć. Mam jeszcze trochę czasu na pożegnanie się z tymi kątami, na uporządkowanie siebie - swoich myśli i swoich rzeczy przed przeniesieniem w nowe kąty... Taki tam dodatek do wcześniej panującego życiowego bałaganu... ;)
Pozdrawiam Was serdecznie
Spokojnego wieczoru
niedziela, 6 stycznia 2013
prezentownik poświąteczny
Witajcie w Nowym Roku!
Tradycyjnie mam zaległości... Dzisiaj pokażę Wam kilka drobiazgów, które powstały z myślą o bardzo konkretnych osobach i bardzo konkretnych okazjach. Wiem, że Święta już minęły, ale przecież na prezenty zawsze jest pora, prawda? :) Tym bardziej, że w moim otoczeniu najwięcej tych urodzonych w zimie, więc zaraz się zacznie szaleństwo prezentów urodzinowych. Ale zanim zabiorę się za nowe prezenty (mnóstwo zaległych mam jeszcze), to kilka takich, które już znalazły swój dom :)
I na początek prezent... DLA MNIE :D Od Agi Kuzaj
Tradycyjnie mam zaległości... Dzisiaj pokażę Wam kilka drobiazgów, które powstały z myślą o bardzo konkretnych osobach i bardzo konkretnych okazjach. Wiem, że Święta już minęły, ale przecież na prezenty zawsze jest pora, prawda? :) Tym bardziej, że w moim otoczeniu najwięcej tych urodzonych w zimie, więc zaraz się zacznie szaleństwo prezentów urodzinowych. Ale zanim zabiorę się za nowe prezenty (mnóstwo zaległych mam jeszcze), to kilka takich, które już znalazły swój dom :)
I na początek prezent... DLA MNIE :D Od Agi Kuzaj
. Prezent wygrany w candy przeszedł dłuuuugą drogę, ale wreszcie jest u mnie. Bransoletka i broszka mają piękne kolory i przywodzą na myśl ciepły koniec lata :)
Aga! Jeszcze raz bardzo, bardzo Ci dziękuję :)
**************************
Kolejny prezent powstał już dość dawno i w zasadzie bez żadnej okazji, ot... dlatego, że obdarowanymi miała być dwójka wyjątkowych, bliskich mi i ważnych Osób. Odwiedzam Ich bardzo często i charakterystyczne w tych odwiedzinach jest to, że zawsze czekają na mnie otwarte drzwi - dosłownie otwarte, bo Gospodarze witają mnie już na korytarzu :) Nic więc dziwnego, że tylko przypadek sprawił, iż odkryłam, że na Ich drzwiach nie ma numerka, nic nie ma. I to był impuls wystarczający dla poniższego prezentu. Oto wizytówka mieszkania Agi i Michała:
Poscrapowałam sobie przy okazji :)Bazą jest okładka starej książki.
Bardzo mi przypadła do gustu zabawa strukturami oraz naturalne kolory i materiały.
I różyczki ze sznurków :)
*********************************************************
Prezent nr 3 powstał dla Kasi, którą wylosowałam w tradycyjnej corocznej mikołajkowo-świątecznej wymianie prezentów w Firmie. Wymiana prezentowa zawsze jest ściśle tajna i tematyczna, limit kosztów - 25 zł. Z tajnością bywa różnie, ja - ponieważ zostałam zdemaskowana - mogę oficjalnie prezent sporządzony przeze mnie pokazać ;)
Temat tegoroczny: "Coś na kryzys". Oczywiście kryzys każdy rozumiał po swojemu. Mnie się jawił kryzys energetyczny, szczególnie, że razem z Kasią miałyśmy bardzo wyczerpującą końcówkę roku w pracy. Kasia nie pija kawy, za to uwielbia słodkości. Dlatego uznałam, że na kryzys najlepszy będzie... napój energetyczny. Sama zrobiłam czekoladę do rozpuszczania na gorąco - w dwóch wersjach: słabszej i mocniejszej - z niewielkim dodatkiem kawy. A wszystko zapakowałam w słoiki, którym za pomocą folii aluminiowej nadałam wygląd baterii. (Lepsza byłaby srebrna farba, ale nie miałam...)
Okazało się, że prezent trafił w potrzeby i już stoi na półeczce w pracy, ratując wyczerpujące się zasoby energetyczne :)
A Wam polecam samodzielne mieszanie czekolady do picia - można sobie zrobić idealne proporcje i mieć zawsze świeżą, bez sztucznego posmaku. Wystarczy naturalne kakao, trochę mleka w proszku i cukru pudru, no i kawy rozpuszczalnej, jeśli duuużo energii nam trzeba :)
******************************************************************
Kolejna porcja prezentów, a właściwie prezencików powędrowała do uczestników przedświatecznego spotkania przy Osadnikach z Catanu. Zrobiłam aniołki z zakrętek (opłacało się wieźć te mleczne zakrętki aż z Sycylii:D ) Zdjęcia słabiutkie, bo skończyłam późnym wieczorem...
Aniołki były parowane męsko-damsko, adekwatnie do układów w Towarzystwie, ale dla jednej pary, która już jest prawie trójką - powstała rodzinka :)
******************************************************************
I ostatni prezent, którego jestem tylko współautorką... Pod choinką na końcowo-noworocznym spotkaniu Załogi zacumowała krypa wypełniona cydrem. [Fot. Ziółko]
O cydrze jeszcze Wam opowiem, bo zasłużył na osobną opowieść w kategorii HOMEMADE. teraz powiem Wam tylko, że pyyyyszny :)
******************************************************************
Ściskam Was serdecznie.
Aaaa, i witam Nowych Obserwatorów :)
Udanego Tygodnia!!! Do następnego!

Aga! Jeszcze raz bardzo, bardzo Ci dziękuję :)
**************************
Kolejny prezent powstał już dość dawno i w zasadzie bez żadnej okazji, ot... dlatego, że obdarowanymi miała być dwójka wyjątkowych, bliskich mi i ważnych Osób. Odwiedzam Ich bardzo często i charakterystyczne w tych odwiedzinach jest to, że zawsze czekają na mnie otwarte drzwi - dosłownie otwarte, bo Gospodarze witają mnie już na korytarzu :) Nic więc dziwnego, że tylko przypadek sprawił, iż odkryłam, że na Ich drzwiach nie ma numerka, nic nie ma. I to był impuls wystarczający dla poniższego prezentu. Oto wizytówka mieszkania Agi i Michała:
Poscrapowałam sobie przy okazji :)Bazą jest okładka starej książki.
Bardzo mi przypadła do gustu zabawa strukturami oraz naturalne kolory i materiały.
I różyczki ze sznurków :)
*********************************************************
Prezent nr 3 powstał dla Kasi, którą wylosowałam w tradycyjnej corocznej mikołajkowo-świątecznej wymianie prezentów w Firmie. Wymiana prezentowa zawsze jest ściśle tajna i tematyczna, limit kosztów - 25 zł. Z tajnością bywa różnie, ja - ponieważ zostałam zdemaskowana - mogę oficjalnie prezent sporządzony przeze mnie pokazać ;)
Temat tegoroczny: "Coś na kryzys". Oczywiście kryzys każdy rozumiał po swojemu. Mnie się jawił kryzys energetyczny, szczególnie, że razem z Kasią miałyśmy bardzo wyczerpującą końcówkę roku w pracy. Kasia nie pija kawy, za to uwielbia słodkości. Dlatego uznałam, że na kryzys najlepszy będzie... napój energetyczny. Sama zrobiłam czekoladę do rozpuszczania na gorąco - w dwóch wersjach: słabszej i mocniejszej - z niewielkim dodatkiem kawy. A wszystko zapakowałam w słoiki, którym za pomocą folii aluminiowej nadałam wygląd baterii. (Lepsza byłaby srebrna farba, ale nie miałam...)
Okazało się, że prezent trafił w potrzeby i już stoi na półeczce w pracy, ratując wyczerpujące się zasoby energetyczne :)
A Wam polecam samodzielne mieszanie czekolady do picia - można sobie zrobić idealne proporcje i mieć zawsze świeżą, bez sztucznego posmaku. Wystarczy naturalne kakao, trochę mleka w proszku i cukru pudru, no i kawy rozpuszczalnej, jeśli duuużo energii nam trzeba :)
******************************************************************
Kolejna porcja prezentów, a właściwie prezencików powędrowała do uczestników przedświatecznego spotkania przy Osadnikach z Catanu. Zrobiłam aniołki z zakrętek (opłacało się wieźć te mleczne zakrętki aż z Sycylii:D ) Zdjęcia słabiutkie, bo skończyłam późnym wieczorem...
Aniołki były parowane męsko-damsko, adekwatnie do układów w Towarzystwie, ale dla jednej pary, która już jest prawie trójką - powstała rodzinka :)
******************************************************************
I ostatni prezent, którego jestem tylko współautorką... Pod choinką na końcowo-noworocznym spotkaniu Załogi zacumowała krypa wypełniona cydrem. [Fot. Ziółko]
O cydrze jeszcze Wam opowiem, bo zasłużył na osobną opowieść w kategorii HOMEMADE. teraz powiem Wam tylko, że pyyyyszny :)
******************************************************************
Ściskam Was serdecznie.
Aaaa, i witam Nowych Obserwatorów :)
Udanego Tygodnia!!! Do następnego!

niedziela, 23 grudnia 2012
aniołki last minute
W tym roku atmosferę Świąt i dekorowanie świąteczne zaburzają mi nieprzewidziane wydarzenia, co w połączeniu z trwającym ciągle życiowym bałaganem daje efekt w postaci pośpiechu i mnóstwa napoczętych projektów, które chyba będą musiały poczekać na przyszłoroczne święta...
Ale w pośpiechu też może coś fajnego powstać :) Tym razem powstały malutkie aniołki.
Dwie pistacjowe łupinki, połówka grochu suszonego, kawałek kartonika albo kosmetycznego płatka, trochę kleju termicznego i nitka. Oto są :)
Trochę ich narobiłam... W sumie prawie setka wyszła. [Na zdjęciu najświeższa partia]
Można też pozłocić, ale jednak jestem fanką tych naturalnych.
Aniołki budzą dużą sympatię wszystkich obdarowanych. Moją również :) W zasadzie to dumna jestem z tego pomysłu bardzo i sporo frajdy z tej hurtowej produkcji mam. (Pęcherze od poparzeń klejem... pominę) ;)
Pozostaje mi życzyć Wam cudownych Świąt, dobrego czasu i twórczego i pełnego inspiracji roku 2013.
Ale w pośpiechu też może coś fajnego powstać :) Tym razem powstały malutkie aniołki.
Dwie pistacjowe łupinki, połówka grochu suszonego, kawałek kartonika albo kosmetycznego płatka, trochę kleju termicznego i nitka. Oto są :)
Trochę ich narobiłam... W sumie prawie setka wyszła. [Na zdjęciu najświeższa partia]
Można też pozłocić, ale jednak jestem fanką tych naturalnych.
Aniołki budzą dużą sympatię wszystkich obdarowanych. Moją również :) W zasadzie to dumna jestem z tego pomysłu bardzo i sporo frajdy z tej hurtowej produkcji mam. (Pęcherze od poparzeń klejem... pominę) ;)
Pozostaje mi życzyć Wam cudownych Świąt, dobrego czasu i twórczego i pełnego inspiracji roku 2013.
poniedziałek, 10 grudnia 2012
alternatywna choinka i prototypów stadko [ekspres]
Dobry wieczór! :)
Znów szybciutko. Miałam wcale nie pisać, ale przecież nie zostawię Was tak zupełnie bez niczego na kolejne długie dni. No i może (na co absolutnie nieskromnie liczę) kogoś choć jedna rzecz przedświąteczne zainspiruje ;)
W najbliższych dniach mam kilka świątecznych warsztatów i przygotowałam trochę prototypów do pokazania na wzór dla Uczestników.
Są aniołki - jeden z zakrętki (czy ja już mówiłam, że uwielbia zakrętki?), jeden na koraliku. Są śnieżynki z cukru na bazie z denek butelek PET (czy ja już mówiłam, że kocham PETy?) :) Są też balony ubrane w różne stroje - koronki, wstążeczki i mój ulubiony - imitujący szyszkę z płatków kosmetycznych (chyba pokocham płatki kosmetyczne) :) No i wycinana gwiazda, ornament z filcu i drobiazg z paseczków do quillingu.
A wszystko wisi tymczasem na mojej alternatywnej odzyskowej choince, czyli lekko przerobionym wieszaku na ubrania. (Zastanawiam się, czy go pomalować na zielono... Jak myślicie?)
Pozdrawiam ciepło i już nie obiecuję, że nadrobię zaległości, bo mam ich coraz więcej...
Ale pamiętam o Was i dla Was się motywuję w tym pokręconym czasie :)
Dzięki Waszym dobrym myślom wróciłam do zdrowia :) Dziękuję!
Buziaki!
Znów szybciutko. Miałam wcale nie pisać, ale przecież nie zostawię Was tak zupełnie bez niczego na kolejne długie dni. No i może (na co absolutnie nieskromnie liczę) kogoś choć jedna rzecz przedświąteczne zainspiruje ;)
W najbliższych dniach mam kilka świątecznych warsztatów i przygotowałam trochę prototypów do pokazania na wzór dla Uczestników.
Są aniołki - jeden z zakrętki (czy ja już mówiłam, że uwielbia zakrętki?), jeden na koraliku. Są śnieżynki z cukru na bazie z denek butelek PET (czy ja już mówiłam, że kocham PETy?) :) Są też balony ubrane w różne stroje - koronki, wstążeczki i mój ulubiony - imitujący szyszkę z płatków kosmetycznych (chyba pokocham płatki kosmetyczne) :) No i wycinana gwiazda, ornament z filcu i drobiazg z paseczków do quillingu.
A wszystko wisi tymczasem na mojej alternatywnej odzyskowej choince, czyli lekko przerobionym wieszaku na ubrania. (Zastanawiam się, czy go pomalować na zielono... Jak myślicie?)
Pozdrawiam ciepło i już nie obiecuję, że nadrobię zaległości, bo mam ich coraz więcej...
Ale pamiętam o Was i dla Was się motywuję w tym pokręconym czasie :)
Dzięki Waszym dobrym myślom wróciłam do zdrowia :) Dziękuję!
Buziaki!
wtorek, 27 listopada 2012
pan kotek był chory i leżał w łóżeczku...
... i strasznie był tym leżeniem sfrustrowany
takie chorowanie jest absolutnie bez sensu
tyle wolnego czasu się marnuje, człowiek - kot znaczy - leżeć musi, bo obolały i oklapły ogólnie, nawet włosy - sierść znaczy - bolą...
no mówię Wam, kupka nieszczęścia z tego kota aktualnie
a kot nie lubi być kupką nieszczęścia i tym bardziej jest sfrustrowany...
no ale dziś powiedział DOŚĆ, poczuł się troszkę lepiej od tego słowa
sił trochę przyszło nowych
się rozpędził, że siądzie przy stole i coś fajnego zrobi...
...ale szybko wyhamował, bo siedzenie już mu za dobrze nie szło, a o robieniu to szkoda wspominać
wrócił zatem do łóżeczka grzecznie
i na leżąco postanowił robić (żałując, że jednak nie nauczył się jeszcze na tym szydełku, czy tam czółenku kwiatków i frywolitek dziergać)
repertuar rękodzielniczy kota leżącego jest raczej ograniczony, więc zatargał do łóżka zeszycik, wytężył głowę obolałą i jął myślodzieło zamiast rękodzieła uprawiać :)
**happy end**
:)
tak... tworzyć nie mogę, to sobie chociaż wizje tworzę..
już dawno chciałam pokazać Wam mój zeszyt
mam go od dawna, założyłam go gdzieś w okolicach końcówki liceum :)
z mniejszą lub większą regularnością notowałam tam różne moje pomysły, czasem nawet nieudolnie próbowałam rysować jakieś projekty ;)
a niedawno stał się eksperymentalnym polem kolażowania, w wyniku czego dostał nową oprawę :)
i tak zbieram sobie myśli
i dzisiaj sporo ich nazbierałam i zapisałam całkiem zacną litanię pomysłów
są tam śnieżynki i aniołki i choinki i girlandy
i wszystkie prezenty z konkursu kameralnego przypisane dla Adresatów z czułością :))
cała ta gromadka czeka teraz na wykonanie... do Wielkanocy powinnam się wyrobić ;))
Ciekawa jestem, w jaki sposób Wy gromadzicie swoje pomysły. Mieszkają tylko w głowach, czy gdzieś na papierze lądują?
Pozdrawiam Was serdecznie. Nadal z łóżka, ale z optymizmem :)
takie chorowanie jest absolutnie bez sensu
tyle wolnego czasu się marnuje, człowiek - kot znaczy - leżeć musi, bo obolały i oklapły ogólnie, nawet włosy - sierść znaczy - bolą...
no mówię Wam, kupka nieszczęścia z tego kota aktualnie
a kot nie lubi być kupką nieszczęścia i tym bardziej jest sfrustrowany...
no ale dziś powiedział DOŚĆ, poczuł się troszkę lepiej od tego słowa
sił trochę przyszło nowych
się rozpędził, że siądzie przy stole i coś fajnego zrobi...
...ale szybko wyhamował, bo siedzenie już mu za dobrze nie szło, a o robieniu to szkoda wspominać
wrócił zatem do łóżeczka grzecznie
i na leżąco postanowił robić (żałując, że jednak nie nauczył się jeszcze na tym szydełku, czy tam czółenku kwiatków i frywolitek dziergać)
repertuar rękodzielniczy kota leżącego jest raczej ograniczony, więc zatargał do łóżka zeszycik, wytężył głowę obolałą i jął myślodzieło zamiast rękodzieła uprawiać :)
**happy end**
:)
tak... tworzyć nie mogę, to sobie chociaż wizje tworzę..
już dawno chciałam pokazać Wam mój zeszyt
mam go od dawna, założyłam go gdzieś w okolicach końcówki liceum :)
z mniejszą lub większą regularnością notowałam tam różne moje pomysły, czasem nawet nieudolnie próbowałam rysować jakieś projekty ;)
a niedawno stał się eksperymentalnym polem kolażowania, w wyniku czego dostał nową oprawę :)
i tak zbieram sobie myśli
i dzisiaj sporo ich nazbierałam i zapisałam całkiem zacną litanię pomysłów
są tam śnieżynki i aniołki i choinki i girlandy
i wszystkie prezenty z konkursu kameralnego przypisane dla Adresatów z czułością :))
cała ta gromadka czeka teraz na wykonanie... do Wielkanocy powinnam się wyrobić ;))
Ciekawa jestem, w jaki sposób Wy gromadzicie swoje pomysły. Mieszkają tylko w głowach, czy gdzieś na papierze lądują?
Pozdrawiam Was serdecznie. Nadal z łóżka, ale z optymizmem :)
piątek, 23 listopada 2012
tym razem łańcuszek...
Ale nie zrobiony, nie odzyskowy, tylko taki... serdeczny.
Agnieszka pisze u siebie o pięknej możliwości pomocy dla jednego małego Serduszka. Można wysłać swoją pracę na aukcję. Dzielimy się swoimi cudownościami na blogach, to może podzielimy się i tak?
Szczegóły na blogu Agnieszki.
A łańcuszek, bo zapraszam Was do szerzenia tej wiadomości :)
Pozdrawiam Was serdecznie z czeluści łóżka, bo mnie choróbsko dopadło. Trzymajcie się zdrowo i noście szaliki! ;)
Agnieszka pisze u siebie o pięknej możliwości pomocy dla jednego małego Serduszka. Można wysłać swoją pracę na aukcję. Dzielimy się swoimi cudownościami na blogach, to może podzielimy się i tak?
Szczegóły na blogu Agnieszki.
A łańcuszek, bo zapraszam Was do szerzenia tej wiadomości :)
Pozdrawiam Was serdecznie z czeluści łóżka, bo mnie choróbsko dopadło. Trzymajcie się zdrowo i noście szaliki! ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




