piątek, 9 marca 2012

Lalki

Obiecałam napisać o lalkach, które poznałam na pierwszych warsztatach Flafi.
Michalina, prowadząca warsztat, pięknie o nich pisze na swoim blogu. Zachęcam do lektury. Wyjaśnia, na czym polega ich magia i pokazuje swoje lalki. Zatem o samej tradycji poczytajcie u Michaliny, a ja opowiem o wrażeniach z warsztatu, który do dziś bardzo ciepło wspominam. Spotkałyśmy się w dość ciasnej sali, gdzie powitały nas pufy i poduchy, uśmiechnięta i lekko zestresowana [:)] Michalina oraz cała góra gałganków, nici i miski z... kaszą :) Michalina opowiadała o lalkach, pokazywała, jak je wiązać (szycia w nich niewiele), a my, poza tą przyjemną pracą dzieliłyśmy się wspominkami o tym, czego uczyły nas nasze Babcie, o naszych rodzinnych tradycjach i obrzędach. Bardzo miły i bardzo kobiecy czas, jak w jesienny wieczór w chacie na wsi - kobiety szyją, rozmawiają i śpiewają (choć aż do śpiewu się nie posunęłyśmy...) :)

Powstało mnóstwo pięknych lalek. To, co mnie w nich urzeka, to ich wygląd, z którego bije ciepło i sympatia, choć żadna z nich nie ma twarzyczki...

Oto moje panny w doborowym towarzystwie.



A tutaj już same:



Żedanicę i Podróżniczkę zabrałam do domu, ale Krupieniczka zamieszkała u Agi i Michała, gdzie do dziś opiekuje się Ich kuchnią - kreatywną, gościnną i dostatnią :) I jest szansa, że z pełnym brzuszkiem przetrwa przednówek ;)

2 komentarze:

  1. słodziaki te gałganki:D kopniak zadzaiałał:)

    OdpowiedzUsuń
  2. prawda? :)

    widziałam efekty kopniaka :) tak 3mamy :)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowo. Twój komentarz nie pozostanie bez echa, więc zajrzyj, proszę, ponownie :)